O symfoniach romantycznych Artykuł pochodzi z "Magazynu muzycznego Selles nr 7/8 klasyka".
1 / 2 / 3 / 4

Po formalnym uporządkowaniu obowiązującym w klasycyzmie, romantyzm przyniósł duże zmiany estetyki i wyrazowości w muzyce. Jak we wszystkich sztukach, tak i w muzyce górę nad intelektem musiał wziąć pierwiastek uczuciowy. Już Beethoven przewidywał, że formy klasycyzmu, tak jak środki używane w tym okresie, nie są w stanie pomieścić wszystkich zmian, które nadchodziły. Beethoven wyrażał swe emocje poprzez silnie schromatyzowaną harmonię, rozbudowę formy, wprowadzenie dodatkowych tematów do allegra i nowe, wcześniej nie używane elementy, np. głos ludzki w symfonii (IX). Kompozytor znacznie powiększył obsadę, co jednak okazało się niewystarczające, nie ograniczyło zmian, które przyniosło "nowe". Romantyzm nie chciał zgodzić się na przewagę intelektu, panowanie rozumu. Rządzić musiały uczucia. A kiedy stany emocjonalne zaczynają przeważać, trudno liczyć na uschematyzowanie formy. Dlatego symfonia także uległa przeobrażeniu, choć ciągle uprawiana i przez niektórych kompozytorów kultywowana w klasycznej postaci, stała się przyczynkiem dla rozwinięcia zupełnie nowej formy - poematu symfonicznego. Poemat na zupełnie inną budowę, oparty jest na ewolucjonizmie, przez co lepiej może wyrazić uczucia i namiętności. Powróćmy jednak do symfonii.

Jednym z pierwszych "romantycznych" symfoników jest niewątpliwie Franciszek Schubert. Jednak romantyczność jego pierwszych symfonii polega jedynie na ich czasowej kwalifikacji. Kompozytor tworzył je od wczesnej młodości, a utrzymane są w stylu Haydna i Mozarta. Z pierwszych dzieł symfonicznych - III jest najczęściej wykonywana. Poprzedzona powolnym wstępem - część I należy do najbardziej melodyjnych. Znamienny jest fakt, że oba tematy wprowadza instrument dęty - klarnet. To zwiastun nowej epoki, która przyniosła olbrzymie zmiany w instrumentacji. Menuet z tej symfonii również zachwyca, jest przykładem doskonałych umiejętności warsztatowych młodziutkiego kompozytora. Uwagę zwraca również V Symfonia. Jest ciekawa, gdyż napisana z niezwykłą prostotą dla amatorskiej orkiestry. Muzykalna rodzina Schuberta organizowała bowiem spotkania towarzyskie, podczas których grano. Początkowo wykonywano tylko muzykę kameralną, ale z czasem, gdy sława tych spotkań ściągać zaczęła również innych muzyków, także utwory na małe składy orkiestrowe. Właśnie na taki skład napisana została V Symfonia. Brak tutaj partii trudnych do obsadzenia trąbek i kotłów. Zinstrumentalizowana jest także w sposób bardzo prosty, ale nie należy na tej podstawia przypuszczać, że orkiestra miała bardzo niski poziom. Z różnych źródeł wiadomo, że skład ten wykonywał nawet dzieła Beethovena, a także IV i VI Symfonię Schuberta. Sam kompozytor grał w orkiestrze partie altówki. Jednak V Symfonia stworzona została jakby specjalnie dla potrzeb amatorów, aby tym łatwiej było im grać i cieszyć się wynikami. Pięć pierwszych symfonii Schuberta nawiązuje głównie do stylu Haydna i Mozarta, nawet nie Beethovena. Dopiero VI jest dużo dojrzalsza i świadomie Schubert korzysta ze spuścizny po ostatnim klasyku, kształtując formę. Jednocześnie symfonia ta stanowi ogniwo między dziełami młodzieńczymi a dojrzałą VII i VIII Symfonią.

VI Symfonia C-dur powstałą 10 lat przed następną - VII. Obie są jednoimienne, aby więc nie było nieporozumień odróżnia się je nazwami: "Mała" - VI i "Wielka" - VII. "Mała" trwa około pół godziny, "Wielka" jest o połowę dłuższa i ze względu na swe założenia konstrukcyjno - formalne, naprawdę olbrzymich rozmiarów. Choć już w VI słychać było wyraźne cechy krystalizującego się Schubertowskiego stylu, to jednak dopiero VII jest dziełem dojrzalszym i każdy jej szczegół został dokładnie przemyślany. Mimo częstego niezrozumienia dzieła, skracania "dłużyzn", symfonia ta była pierwszą romantyczną spośród dotychczasowych skomponowanych przez Schuberta. Oczywiście, bardzo wiele zależy od interpretacji, ale kiedy ta jest właściwa, słuchacz trwa w pewnym niebycie. Czas zdaje się zamierać.

Symfonię otwiera powolne adagio, z którego rozwija się dopiero allegro. Jeśli słucha się go z uwagą, można bez trudu zauważyć, że składa się ono z zestawień austriackich piosenek ludowych, czy może bardziej - wiedeńskich melodii. Czas przestaje istnieć, muzyka II części płynie i dajmy się jej ponieść. Przeplatają się tu niezwykle liryczne motywy, Schubertowskie pieśni, a prym wiodą instrumenty dęte. Finał jest znów zestawieniem wielu, prawie nie przetwarzanych, motywów, które kompozytor zestawia jak klocki. Dzieło nie zyskało popularności i nie zostało wykonane za życia Schuberta. Prapremiera odbyła się 22 marca 1839 roku w Lipskim Gewandhausie pod dyrekcją Feliksa Mendelssohna, gdyż dopiero po śmierci kompozytora została odnaleziona przez Roberta Schumanna partytura symfonii, którą odrzuciło Towarzystwo Przyjaciół Muzyki, tłumacząc brak zainteresowania jej trudnością.

Podobny los czekał jedną z najpiękniejszych romantycznych symfonii - VIII. Jej partyturę ofiarował kompozytor Zarządowi Towarzystwa Muzycznego w Grazu, w dowód wdzięczności za mianowanie go honorowym członkiem. Zarząd Towarzystwa jednak nie był zainteresowany wykonaniem niezrozumiałego dzieła i przechowywał przez 37 lat po śmierci kompozytora manuskrypt w swoich archiwach. Odnaleziony przypadkiem utwór został wykonany po raz pierwszy dopiero w 1865 roku. Jest to bardzo nietypowa symfonia o 2-częściowym układzie. Pozwoliło to przez lata domniemywać, że Schubert odstąpił od 4-częsciowego układu, ale najprawdopodobniej uznał, że koncepcja dzieła nie wymaga dalszych części. W notatkach zachowały się szkice scherza, ale najwyraźniej sam kompozytor uznał, iż jest ono zbędne. W dwóch częściach zawarł Schubert wszystko, co chciał przekazać. Zachwyca do dziś lapidarność przy olbrzymiej koncentracji wyrazu. Piękne tematy, szczególnie drugi temat I części, uczyniły "Niedokończoną" jednym z najpopularniejszych utworów symfonicznych.

1 / 2 / 3 / 4
 
Copyright (c) 2002-2007 by Tempus Fugit